Wielki Traktat o Piedestałach Cz.1.

 W "MENU" NA PASKU WIĘCEJ ARTYKUŁÓW        

 

                Temat cokołów, pomników i piedestałów jest mi dobrze znany. Zaliczyłem bowiem w życiu kilka niezłych lądowań z piedestałów (różnej wysokości). Nie będzie to więc tylko  pisanie o "innych ludziach", którego celem byłoby pokazanie siebie samego w lepszym świetle - jako wolnego od ludzkich ułomności. Przeciwnie: mając bogate doświadczenie własne, chcę dla przestrogi podzielić się tym, jak wcześnie rozpoznać u siebie samego nadymający się balon, jak wtedy reagować, oraz jak błogosławione skutki ma wypuszczenie z siebie powietrza. W części pierwszej – rozważania ogólne. W części drugiej podzielę się konkretnymi przykładami z mojego życia.

Jednym z kilku powszechnych marzeń i dążeń ludzkich

 jest znalezienie się na piedestale - chocby niewielkiej - władzy lub sławy

              No to teraz wypada tak jakoś mądrze zacząć:  jednym z kilku powszechnych marzeń i dążeń ludzkich jest znalezienie się na piedestale -choćby niewielkiej -  władzy lub sławy . Piedestał daje poczucie przewagi i dominacji nad innymi ( która to przewaga przecież każdemu się należy 😊 i powinna znaleźć się w Karcie Praw Człowieka ONZ ). Nie chodzi mi o te piedestały na których – bardzo słusznie - stawia się ludzi wielkich - za ich dokonania i zasługi. Chodzi mi raczej o rzesze tych ludzi, którym nie udało się dokonać niczego wielkiego, ani zdobyć pieniędzy za które można kupić sobie odpowiedni status społeczny. W takich przypadkach w sukurs przychodzi wyobraźnia, która niestety jak wiadomo lubi „płatać figle” i oddala wtedy człowieka od prawdy o samym sobie. Mechanizm ten jest ściśle związany z miłością własną. Pisze o tym Błażej Pascal w swoich „Myślach” (153.[49] ).

„Próżność jest tak zakorzeniona w sercu człowieka, iż żołdak, cham, kuchta, tragarz chełpią się i chcą aby ich podziwiano. Filozofowie nawet pragną tego; a ci którzy piszą przeciw temu, chcą mieć tę chwałę, że dobrze napisali; i ci, którzy ich czytają chcą mieć tę chwałę, że ich czytali; i ja, który to piszę, mam może to pragnienie; i może ci którzy to będą czytać…”. Skłonność owa należy do  tzw. trzech głównych pożądliwości które rządzą światem  - jako „pycha tego życia”. (1J2;16). W czasach PRL -u ta I grupa  była wszechobecna. Tzw.  fachowcy - np. mechanik samochodowy lub hydraulik często byli "paniskami" które dawały odczuć swoją przewagę. Patrz słynny skecz kabaretu Dudek pt. "Ucz się Jasiu" https://www.youtube.com/watch?v=z4dMWaI6MBY

  Już przecież małe dzieci walczą ze swoim rodzeństwem

   a nawet z rodzicami o swoją pozycję prawie że od żłobka

               Tak więc piedestał który mam na myśli, owo „podwyższenie dla pomnika” (definicja Słownika Języka Polskiego ) to ten, który powstaje w głowie człowieka. Od upadku Adama piedestały towarzyszą nam wszystkim od urodzenia w różnym stopniu. Już przecież małe dzieci walczą ze swoim rodzeństwem a nawet z rodzicami o swoją pozycję - prawie że od żłobka.

             Muszę przyznać, że znam wielu ludzi skromnych. Ludzi którym nie zaszkodziła władza, sława ani majątek. Zawsze podziwiałem ich i zazdrościłem tej wrodzonej skromności o którą u mnie samego zawsze było trudno. Najskromniejszym człowiekiem jakiego znałem był  ś.p. ojciec Joachim Badeni - dominikanin.  Z tego co opowiadał o sobie i z jego bujnego zyciorysu wynika, że była to raczej skromność nabyta.  Skutkiem tej jego cechy był niesamowity dystans który miał do siebie samego i łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi młodymi. Przez to, że był  zawsze  autentyczny, ten  90 latek był uwielbiany przez młodzież akademicką w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie.  Mawiał, że skleroza to grzech ciężki, a młodość ducha która przebija przez niego jest skutkiem codziennego kontaktu z żywym Bogiem.

                Polecam wysłuchanie 14 minutowego nagrania z jego spotkania ze studentami. Jest na youtube. Pomogę zrozumieć kontekst samego początku w którym nie nagrało sie  pytanie poczatkowe. Brzmi ono:  Co ojciec robi, żeby mieć kontakt z żywym Bogiem?

-Co ja robię? Nic nie robię! - brzmi odpowiedź.

Wystarczy wpisać w youtube: Joachim Badeni https://www.youtube.com/watch?v=jtXRuUiG0xE    Polecam!  O spotkaniu z Bogiem pod prysznicem

Piedestał może pojawić się nagle

                                 Piedestał może pojawić się nagle – w związku z awansem (oczekiwanym lub nieoczekiwanym). Wystarczy, że parkingowy osiedlowy, który dotychczas radził sobie  z ogarnięciem placu sam,  dostaje  pomocnika. W tym momencie nasz parkingowy awansuje, staje się automatycznie przełożonym pomocnika, ma bowiem większe doświadczenie w tym fachu, a co najważniejsze – po prostu był tu pierwszy. Wystarczy, żeby pielęgniarka ukończyła kilka kursów i uzyskała uprawnienia do zajęcia stanowiska oddziałowej. Może zdarzyć się, że taki awans staje się początkiem gehenny dotychczas najlepszych koleżanek które stają się podwładnymi. Szczęśliwie – pracując w szpitalu – przez ostatnie 20 lat nie zetknąłem się z taka sytuacją. Ale wcześniej owszem, widywałem takie zdarzenia.

 Piedestały te rosną jak paznokcie.

 Cichutko i niezauważalnie, we dnie i w nocy. 

            Trzeci rodzaj piedestałów rozwija się podstępnie. Piedestały te rosną jak paznokcie. Cichutko i niezauważalnie, we dnie i w nocy. Taki kłąb paznokci staje się szczególnym podwyższeniem dla pomnika jakim jest własne ego. Inne określenie które opisuje taką sytuację to po prostu „obrastanie w piórka”. Najczęściej związane jest też z awansem społecznym lub zawodowym, dokonaniami małymi lub wielkimi, prawdziwymi lub urojonymi. Trzeci rodzaj bywa pod tym względem niebezpieczny dla osób pełniących rolę autorytetu, eksperta bądź lidera w jakiejś dziedzinie – choćby bardzo wąskiej. Oczywiście występuje to również w „branży kościelnej”, zarówno u osób świeckich jak i duchownych.  Dla każdego właściciela perspektywa utraty swojego piedestału jest czymś niewyobrażalnym, grozi wręcz zawaleniem się życia. Czytałem kiedyś o właścicielu restauracji we Francji, który po kilku latach utracił prowadzenie w lokalnym rankingu z powodu konkurencji która się rozwinęła w tej okolicy. Popełnił samobójstwo.

Pozbawienie właściciela jego piedestału jest zawsze bolesne

            Posiadacz piedestału jest bardzo czuły na jego punkcie. Podejrzewa i przewiduje prawdziwe i urojone próby zbezczeszczenia swojego pomnika. Tymczasem zdarza się, że człowiek zostaje pozbawiony piedestału za życia i jednak nie decyduje się na samobójstwo. Wiem coś o tym 😊. Pozbawienie właściciela jego piedestału jest zawsze bolesne. Upadek pomnika z cokołu – to byłoby jeszcze pół biedy. Przy piedestale - trzeba odciąć  część  organizmu. Jednak jakkolwiek bardzo bolesne, uwolnienie od piedestału ma błogosławione skutki. Ale o skutkach w następnym odcinku.

Każdy szczebel powodzenia na który wznosimy się w świecie,

oddala nas jeszcze od prawdy

             Co najbardziej sprzyja rozrastaniu się piedestału? Ludzka niechęć do poznania prawdy o sobie połączona z eksponowanym stanowiskiem. Mechanizm tej trującej mieszanki jest od wieków ten sam. Blisko 400 lat temu Pascal opisuje go następująco:

„ Są rozmaite stopnie tego wstrętu do prawdy; ale można rzec, iż znajduje się on u wszystkich w jakimś stopniu, jako nieodłączny od miłości własnej. Ta niewczesna drażliwość jest przyczyną, iż człowiek zmuszony przyganiać drugiemu szuka tylu omówień i złagodzeń, aby go nie urazić. Musi pomniejszać nasze błędy, udawać, że je usprawiedliwia, wplatać pochwały i zapewnienia sympatii i szacunku. A i tak lekarstwo pozostaje gorzkie dla miłości własnej. Zażywa go ona najmniej jak może i zawsze ze wstrętem, a często nawet z ukrytym żalem do tych, którzy nam je podają. Zdarza się stąd, iż jeśli ktoś ma interes w naszej przyjaźni, uchyla się od przysługi, o której wie, że nam jest niemiła; raczy nas wedle naszego smaku. Nienawidzimy prawdy, więc nam ją kryją; pragniemy by nam schlebiano, schlebiają nam; chcemy aby nas oszukiwano, oszukują nas. Stąd pochodzi, iż każdy szczebel powodzenia na który wznosimy się w świecie, oddala nas jeszcze od prawdy, gdyż ludzie bardziej się boją zranić tych, których życzliwość jest korzystniejsza, a niechęć groźniejsza. Monarcha może być pośmiewiskiem całej Europy, a tylko on sam nie będzie o tym wiedział.

 

         No ale co nas obchodzi monarcha europejski. Czyż mało jest wokół nas nieszczęśliwych, nadętych i żyjących „w swoich bańkach” ludzi? Otoczonych dobrze dobranym, adorującym towarzystwem, odzwyczajonych od przyjęcia jakiejkolwiek krytyki? Im wyższy szczebel i im dłużej zajmuje się „zaszczytne stanowisko” tym piedestał staje się bardziej rozrośnięty, stabilny i trudny do ruszenia. Dotyczyć to może jak wspomniałem każdego środowiska gdzie żyją ludzie. Może to być władza państwowa, (minister, poseł, senator) urząd, szkoła, kadra naukowa uczelni wyższej (z wyjątkiem kadry „Akademii nie z tej Ziemi” z Bielska Białej – rzecz jasna) .Można spotkać ludzi chodzących „w swoich bańkach” w zakładach pracy, korporacjach, parafiach, diecezjach, zakonach i w każdej wspólnocie chrześcijańskiej.

 Auto piedestał i autorytaryzm

 są deformacją autorytetu.

         Środowiskiem szczególnie cierpiącym z powodu wymuszania swojej dominującej pozycji często staje się rodzina. Tym dopominającym się i wymuszającym swój piedestał najczęściej jest mężczyzna, którego boli to, że z jakiegoś powodu nie jest takim autorytetem dla domowników jakim - powinien - w jego opinii – być. Auto piedestał i autorytaryzm bowiem są deformacją autorytetu.

          Jednak zdecydowanie największy problem z auto piedestałami polega na tym, że u siebie samego po prostu go nie widać. Betonowy pomnik nie zdaje sobie sprawy z posiadania olbrzymiej, nieproporcjonalnej podstawy. Świetnie za to widać piedestały i pomniki różnych ludzi dookoła! 

Ale o rozpoznawaniu i radzeniu sobie – uwaga – z WŁASNYM piedestałem w sensacyjnej części drugiej już jutro.