Jasio i dziwny kolejarz

 W "MENU" NA   PASKU WIĘCEJ ARTYKUŁÓW   

 

        Mały Jasio wygląda  przez okno z wagonu, a tam wzdłuż składu pociągu idzie pan kolejarz i stuka młotkiem w kola wagonów. Jasio pyta:

- Plose pana, a co pan jobi ?

- Chodzę i stukam w koła.

- A długo jus pan tak chodzi ?

- Chłopczyku , będzie już ze 30 lat.

- A po co pan tak stuka?

Kolejarz przystanął,  zamyślił się, i odpowiedział drapiąc się po głowie:

-Wiesz chłopczyku, kiedyś wiedziałem, ale… zapomniałem.

W innej wersji tego starego dowcipu kolejarz odpowiada Jasiowi:

- Jak to po co?! Mój dziadek stukał, mój ojciec stukał – to i ja stukam!

            Jest to kawał o rutynie czyli „utartym schemacie”. Śmieszy nas absurd, sytuacja w której nudny „utarty schemat” zabił w kolejarzu świadomość  sensu prostej ale  odpowiedzialnej pracy. Uderzenie długim młotkiem w koło ma bowiem na celu sprawdzenie czy obręcz koła nie jest zbyt luźna. Drugi cel to sprawdzenie poprawności działania hamulców. Jest to czynność bardzo ważna, zależy od niej bezpieczeństwo podróżnych. (Sprawdziłem w necie).

            W Ameryce Południowej i Środkowej w drugiej połowie XX wieku miał miejsce prawdziwy exodus milionów katolików z Kościoła Katolickiego. Przyczyny tego smutnego procesu analizowali biskupi na Synodzie w Aparecidzie w 2007 roku pod przewodnictwem Benedykta XVI. Kardynał Bergoglio – (obecny papież Franciszek) był tam bardzo aktywny i sformułował wyjaśnienie  tego zjawiska w sposób następujący: pobożność katolików Ameryki Łacińskiej jest niestety w przeważającej mierze zjawiskiem nawykowo – kulturowym. Winna jest słabość  dotychczasowej formacji katolików, opierającej się głównie na pobożności ludowej. Recepta? Kościół potrzebuje reewangelizacji, czyli Nowej Ewangelizacji. Nowej Ewangelizacji potrzebują wszyscy: duchowieństwo i wierni świeccy. Kościół musi wyrwać się z zabijającego formalizmu i duchowej rutyny. W Ameryce Południowej katolicy masowo poprzechodzili do tzw. wolnych kościołów protestanckich i różnych sekt. W Europie Zachodniej katolicy  po prostu „wyparowali” z kościołów. W Europie najczęściej wskazywany wróg  wiary to dobrobyt i nadmierny konsumpcjonizm. W Ameryce Południowej wroga upatrywało się w działalności dynamicznych, niekatolickich społeczności chrześcijańskich i parachrześcijańskich. Dotychczas zły wróg atakował biednych katolików zawsze z zewnątrz.  Diagnoza i wnioski synodu za sprawą m. innymi  kardynała Bergoglio są na szczęście inne, na tle poprzednich - rewolucyjne. Problem tkwi  w nas,  czyli wewnątrz Kościoła.

              Wiara – jako zjawisko nawykowo – kulturowe nie ostoi się wobec współczesnych wyzwań, ideologii i kontr-propozycji religijnych.  Tylko żywa wiara, oparta na prawdziwej relacji i serdecznej, osobowej  więzi każdego wierzącego  z Jezusem, założycielem i Głową Kościoła – może skutecznie konkurować ze współczesnymi zagrożeniami opisanymi powyżej.  Wnioski z dzisiejszego tekstu?

        1. Ci, którzy są odpowiedzialni za formację w Kościele, niech sobie koniecznie przypomną jeśli "kiedyś wiedzieli, a zapomnieli" . Od tego czy sami mają żywą relację z Bogiem i dają autentyczne świadectwo żywej wiary, czy też nie - zależy gdzie dojedzie Jasio i reszta podróżnych, którzy zostali im powierzeni. Dotyczy to kapłanów oraz liderów i animatorów świeckich.

          2. My - zastanówmy się, czy chodzimy do kościoła tylko dlatego, że dziadek i ojciec chodził ? A może jestem tylko praktykującym niewierzącym? Czy od czasu pierwszej komunii i bierzmowania panuje w sferze ducha permanentny „brak akcji” i dobrze mi z tym?

       3. A może - jako że  jestem we wspólnocie „żywego kościoła” (Oaza, Odnowa, Neokatechumenat itp.) problem mnie nie dotyczy? To przecież sprawa  nominalnych, niedzielnych katolików? Ale,ale !  Również  modlitwy charyzmatyczne, podnoszenie rąk, śpiewy a nawet proroctwa – mogą stać się z czasem stukaniem młotkiem. 

Napisałem nawet na ten temat  fraszkę:

Stukałem głośno i z wielkim zapałem.  A wewnątrz było wielkie „ZAPOMNIAŁEM”.

Lecz  kolejarza dziwnego -  Bóg może zmienić w normalnego.

I tą optymistyczną puentą - sprawę uważam za zamkniętą. 

 

                            Mam nadzieję, że Duch Święty użyje tej mojej pisaniny, i choć jedną osobę zainspiruję do odnowienia i ożywienia swojej wiary. Zaręczam, że nic lepszego w czasach obecnej epidemii (i nie tylko) nie może się przydarzyć.

 

( W "MENU" NA GÓRNYM  PASKU WIĘCEJ ARTYKUŁÓW )