Trójkąt małżeński - czyli Fafik atakuje

           

 

         Pewnego razu przyjaciel naszej rodziny - ojciec Joachim Badeni wygłosił homilię o sakramencie małżeństwa. Narzeczeństwo – mówił - to dwa płomienie. Sakrament małżeństwa łączy te dwa płomienie w jeden płomień. Tego jednego już nie da się z powrotem rozdzielić na dwa. Można go tylko zgasić – jest to śmierć.

- Ależ ojcze Joachimie – mówią mi czasem mężczyźni – to co ojciec mówi jest nieżyciowe! Mężczyzna ma inną naturę. Musi mieć wiele kobiet!

- Owszem, - odpowiadam wtedy - mówi ojciec Joachim. Jeśli ktoś ma naturę psa Fafika – to niestety będzie funkcjonował jak pies Fafik.

      Po tej wypowiedzi cały kościół wybuchnął śmiechem. Hasło „Pies Fafik” stało się hitem tygodniowych rekolekcji w Ustroniu-Polanie.

            Niewierność małżeńska - według różnych statystyk - jest przyczyną ok 25% rozwodów. Osobiście wiele razy byłem świadkiem sytuacji – wśród najbliższych znajomych, że natura Fafika zwyciężała. Około 90% fafikowania które wyszło na jaw - skończyło się rozwodem. Parę razy – z racji bliskiej przyjaźni próbowałem mediować, pomagać ratować związek, ale rany serca okazywały się tak głębokie i bolesne, że nie było mowy o pojednaniu. Często fafikującym ze sobą parom „owoc zakazany” smakował tak , że wybrali pozostanie w nowych związkach.

        Opisane sytuacje dotyczyły zarówno małżeństw wierzących, jak i niewierzących a nawet kilku wyjątkowo pobożnych – zaangażowanych w ruchy kościelne. O dziwo, w moich obserwacjach wśród znajomych i przyjaciół (a mam już 64 lata) w dwudziestu kilku obserwowanych rozwodach dzika natura objawiała się częściej nie u mężczyzn, ale u ich małżonek (chyba w piętnastu przypadkach) .Uwaga! Fafik potrafi obudzić się w każdym wieku! W sukurs „zakochanym” przychodzi wtedy przemysł farmaceutyczny ze swymi niebieskimi tabletkami szczęścia.

     Z tego co widziałem, szalona miłość zazwyczaj wygasała w nowych związkach dość prędko, najpóźniej po kilku latach, ku zdziwieniu jeszcze niedawno zauroczonych sobą partnerów. Wtedy dopiero niektórzy z nich byliby w stanie zrozumieć słowa B.Pascala – francuskiego uczonego: „Nic nie jest tak podobne do miłości jak pożądliwość i nic nie jest tak jej przeciwne”. Odurzenie pożądliwością naśladuje świetnie romantyczną miłość i zamyka umysł i rozum na wszelkie argumenty. A po paru latach – nie ma już gdzie wracać, bo tam same zgliszcza. W najgorszej sytuacji są dzieci - poranione, nic nie rozumiejące, nagle osamotnione i rozdarte między mamę i tatę.

    No ale część z opisywanych bohaterów czy bohaterek nie składała broni i postanawiała szukać szczęścia dalej. No i były trzecie i czwarte związki. Jeden z moich przyjaciół z czasów liceum jest obecnie od roku w szóstym związku i zapewnia mnie, że wreszcie jest szczęśliwy.

      Czytałem niedawno inną ciekawą statystykę. Ilość rozwodów w Polsce wynosi obecnie 33%. Co ciekawe, nie ma tu różnicy między niepraktykującymi i tzw. praktykującymi. Jednak ilość rozwodów wśród małżonków starających się regularnie przystępować co niedzielę do komunii spada do 7 %. Ilość rozwodów wśród małżonków którzy oprócz tego codziennie modlą się razem – wynosi 0,6%.

       Z moich rozważań wynikają pewne wnioski. Po pierwsze: licho (Fafik) nie śpi. Nawet najbardziej porządny i świątobliwy związek może nagle runąć. Po drugie, z badań statystycznych wynika, że jedyny sensowny i dozwolony trójkąt małżeński to żona + mąż + Pan Bóg.

       A wspólna wieczorna modlitwa małżeńska jest prosta: „I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego, Amen”.