Głupie zaskoczenie

 

Dzisiejszy tekst wymaga nieco więcej skupienia i czasu niż poprzednie. Ale obiecuję, że wysiłek wart będzie finału w którym wątki splotą się w końcu i wyjaśnią ważne zagadnienie. Jest ono zobrazowane historią, przypowieścią,  której treść wydaje się bardzo abstrakcyjna.

„Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien , które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego . Pięć z nich było nierozsądnych , a pięć roztropnych . Nierozsądne wzięły lampy , ale nie wzięły z sobą oliwy . Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach . Gdy się pan młody opóźniał , zmorzone snem wszystkie zasnęły . Lecz o północy rozległo się wołanie : " Pan młody idzie , wyjdźcie mu na spotkanie !" Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy . A nierozsądne rzekły do roztropnych : " Użyczcie nam swej oliwy , bo nasze lampy gasną ". Odpowiedziały roztropne : " Mogłoby i nam , i wam nie wystarczyć . Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie !" Gdy one szły kupić , nadszedł pan młody . Te , które były gotowe , weszły z nim na ucztę weselną , i drzwi zamknięto . W końcu nadchodzą i pozostałe panny , prosząc : " Panie , panie , otwórz nam !" Lecz on odpowiedział : " Zaprawdę , powiadam wam , nie znam was ". Czuwajcie więc , bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 25,1-13)”

Zawarcie małżeństwa żydowskiego było rozłożone w czasie i miało dwa etapy: kidduszin oraz nissuin

Aby wyjść ze strefy abstrakcji potrzebny jest krótki kontekst historyczny. Otóż ceremonia zaślubin w Izraelu za czasów Jezusa wyglądała następująco. Zawieranie małżeństwa żydowskiego  było rozłożone w czasie i miało dwa etapy: kidduszin oraz nissuin. Kidduszin był to uroczysty kontrakt małżeński, wraz z wypowiedzeniem przez parę młodą formuły małżeńskiej. Państwo młodzi stawali się małżonkami, choć jeszcze na długi okres czasu nie zamieszkiwali razem. Według Prawa żydowskiego (Pwt 24,5) miał to być rok, ale w praktyce rzadko  przestrzegano tego dokładnie. Nie wiadomo  jakie było tło tego zwyczaju. Mogło to być sposobem wykazania przez nowożeńców, że wcześniej nie współżyli i że małżonka nie jest w ciąży.( Maryja znalazła się w ciąży właśnie w tym okresie, „zanim zamieszkali razem”. Józef ze szlachetnych pobudek chciał ją oddalić, by nie narazić jej na zarzut cudzołóstwa Mt 1,19). Ten okres rozłąki pan młody zazwyczaj wykorzystywał aby zbudować, lub przygotować dom na wspólne zamieszkanie. Po upływie tego czasu miała miejsce ceremonia nissuin. Była to okazja do zabaw.

Teoretycznie panna młoda – a w zasadzie już żona - miała być gotowa przez cały czas na pojawienie się orszaku pana młodego. W praktyce w przeddzień, czy nawet wcześniej dostawała wiadomość o ceremonii nissuin, która odbywała się zawsze w nocy. Radosny korowód z zapalonymi lampami, bębenkami i innymi instrumentami muzycznymi wyruszał w kierunku domu, gdzie następowało dopełnienie aktu małżeństwa.

Dla Żydów słuchających Jezusa alegoria była bardzo czytelna. W niektórych tłumaczeniach Biblii słowo „nierozsądne i roztropne” zastąpione jest słowami „głupie i mądre”. Zapalona lampa miała podwójne zadanie: po pierwsze być znakiem autentycznej tęsknoty i miłości młodej żony, po drugie miała oświetlać drogę do nowego domu. Nie przygotowanie się panien na kluczowe wydarzenie - nissuin – było oczywistą głupotą, groziło zerwaniem zaręczyn.

 

Dla chrześcijan przypowieść ta posiada kilka znaczeń

Dla chrześcijan przypowieść ta posiada kilka znaczeń. Może opisywać moment paruzji – powrotu Jezusa po swoją oblubienicę, czyli Kościół, w czasach ostatecznych. To by wyjaśniało, dlaczego mamy do czynienia nie z jedną, lecz z dziesięcioma pannami. Częściej w komentarzach ojców Kościoła spotyka się wyjaśnienie wskazujące na konieczność indywidualnego przygotowania się do spotkania z Bogiem – miłującym Panem młodym – w godzinie śmierci. Mistycy (np. mistrz Eckhart ) w głupocie panien widzą nieszczęście chrześcijanina,  który nie jest w stanie rozpoznać i przyjąć zaproszenia do kontemplacji – czyli zjednoczenia z Jezusem jeszcze za tego życia. Której wersji by nie przyjąć - płomień w lampach jest oczywistym obrazem miłości i tęsknoty człowieka do Boga.

 

Czy dla nas może wypływać jakiś wniosek z tej historii ?

Zapominamy często o tym, jakiej odpowiedzi udzielił Jezus zapytany o to, jakie jest największe przykazanie. Dla przypomnienia - odpowiedź brzmiała: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. (Mt 22,37-39) Czyżby Bóg był egoistą skoro żąda miłości ze strony człowieka? Nie, Bóg po prostu wie, że tylko kochając Go z całego serca człowiek może być naprawdę szczęśliwy. Pan młody – czyli sam Bóg - będzie oczekiwał od swojego Kościoła wypełnienia przykazania miłości do siebie.

Być może panny zajmowały się czyszczeniem i przyozdabianiem swoich lampek, żeby ładnie wyglądały, a inni je podziwiali. Jednak Pan młody oczekuje płomienia. Może nasze katolickie „praktykowanie” stało się tylko schematem i rytuałem? Może to samo stało się w naszej wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym i teraz przydała by się np. odnowa Odnowy ? Czy nasza pobożność nie stała się tylko czyszczeniem lub malowaniem lampek?

 

Cóż więc począć w sytuacji,  gdybym się rozpoznał jako „panna nierozsądna”?

W przypowieści jest mowa o „sprzedających oliwę” do których należy się udać. Kto to taki? Najważniejszym sprzedającym oliwę jest sam Bóg, a konkretnie Duch Święty, płomień ognia. Jezus mówi – „przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę aby już zapłonął” –i w tym celu posyła Ducha Świętego. W innym miejscu Jezus zachęca do wytrwałej modlitwy o Ducha Świętego i zapewnia, że jest to modlitwa, która zawsze będzie wysłuchana (Łk11,9-12). 

 

A więc od słów do czynów. Jak się przygotować do „zakupów oliwy”:

W ciągu doby dysponujemy 1440 minutami czasu. Tylko 15 z tych 1440 minut trzeba poświęcić na modlitwę – najlepiej w odosobnieniu o ile to możliwe (pozostanie jeszcze 1425 minut na inne sprawy)  To nie może być „odmawianie pacierza” tylko próba szczerej rozmowy z Bogiem własnymi słowami. Dla kogoś kto nie modlił się w ten sposób do tej pory, te 15 minut będzie wielkim wyzwaniem. W głowie będą się kręciły kółka napędzone załatwianiem różnych spraw z całego dnia. Umysł będzie się ciągle rozpraszał. Ale to nic nie szkodzi! Pan Bóg przyjmie na pewno z radością tę ofiarę czasu. Wytrwałe codzienne ćwiczenie się w tej modlitwie będzie ją stopniowo zmieniało i uspokajało. Ani chwila czasu przed Bogiem nie będzie stracona.

A treść? Oto przykładowa propozycja modlitwy:

"Przyjdź Duchu Święty. Pragnę Twojej obecności. Bądź dla mnie równocześnie oliwą i płomieniem. Nic się we mnie nie pali. Plaża. Brak akcji. Boże sam to widzisz. Pragnę zmiany w moim życiu. Chcę zwrócić moje serce ku Tobie ! Przyjdź Duchu Święty!"

Najlepsza opcja : "mądre"  zaskoczenie

Szczerze wzywany Duch Święty może człowieka zaskoczyć. Oby tak się stało! To byłoby "mądre" zaskoczenie.  Zaskoczony będzie  ten, kto spodziewa się po powyższej  modlitwie samych  miłych doznań. Duch Święty jest jednak Duchem prawdy.  Nagłe zobaczenie  prawdy o samym sobie może nie być  być przyjemne.  Można zobaczyć  w sobie dużą ilość "materiału niepalnego" (w przeciwieństwie do łatwopalnego) . Tym materiałem jest grzech. W obecnej dobie segregacji odpadów mamy osobne pojemniki na bio, papier, metal, szkło itd. Istnieje od dawien dawna miejsce gdzie się można pozbyć  wilgotnego, niepalnego materiału: jest to  konfesjonał.  Widziałem nieraz jak  prawdziwa skrucha i nawrócenie rozpaliły serca dla Boga. Jest to również moje osobiste doświadczenie. (Opis w książce "Twardy Chirurg" dostępnej w zakładce "O mnie") .

Ludzie pełni Ducha

Inne znaczenie  „sprzedających oliwę” to ludzie pełni Ducha, których wiara będzie „zapalająca”. Może to być kontakt z żywą grupą modlitewną. Polecam spotkania z siostrami Redemptorystkami z Bielska-Białej. Na YouTube dostępne są ich "zapalające" komentarze . Zapalić może lektura książki np. „Wyznania” św. Augustyna, „Krzyż i Sztylet” Davida Wilkersona, czy „Kwiatki św. Franciszka z Asyżu”. Początkiem nawrócenia żydowskiej ateistki  Edyty Stein było sięgnięcie i przeczytanie jednego z dzieł  św.Teresy z Avila.

 

Na nic się zdały  prośby i tłumaczenia

Raz w życiu doświadczyłem sytuacji, w której  „drzwi przede mną zamknięto”. Było to w czasie pielgrzymki do Rzymu chyba w 2000 roku. Nasza grupa z Bielska miała „załatwione” spotkanie z papieżem św. Janem Pawłem II, zaraz po audiencji na placu św. Piotra. Na dany znak grupa zaczęła się przemieszczać w kierunku papieża. Wszystko według planu. Ja byłem w tylnej części grupy. Widzę że pierwsze osoby wchodzą przez otwarty szlaban, a tu nagle – w połowie naszej pielgrzymki ochrona papieska i kolorowi Szwajcarzy szlaban zamykają. Na nic zdały się prośby i tłumaczenia, że należymy do tych, którzy już właśnie weszli itd. Itp. Oparliśmy się z żoną o drewniany szlaban i z bezsilnością obserwowaliśmy oddalającą się grupę naszych towarzyszy podróży. Wtedy pomyślałem – pamiętam – nie chciałbym się tak poczuć na Sądzie Ostatecznym.

 

Życzę wszystkim cztelnikom  "zapalenia się" przez Ducha Swiętego i doświadczenia przygody  żywej wiary.

 

W "MENU" NA PASKU WIĘCEJ ARTYKUŁÓW