Zginęło 30 stopni!

POZOSTAŁE ARTYKUŁY - MENU na pasku powyżej  

 

W 2003 roku wybudowaliśmy dom. Zamieszkaliśmy w nim zanim jeszcze został otynkowany i ogrodzony. Kilka pomieszczeń wewnątrz budynku było niewykończonych. Zaraz na początku naszą radość z zamieszkania we „własnym” domku zmąciło wydarzenie, które doprowadziło do powstania napięcia między mną i moją żoną. (Ująłem słowo własny w cudzysłów, ponieważ domek jest do tej pory własnością banku, a my należymy do tzw. frankowiczów – ale to inna kwestia).

Otóż podczas kąpieli pod natryskiem w nowej łazience ja byłem bardzo zadowolony z temperatury wody, natomiast moja żona – nie. Wydawała jej się za letnia. Pomimo maksymalnego odkręcenia kurka, nie udawało się podnieść temperatury. Wydawało mi się, że żona wydziwia – gdyż dla mnie temperatura była bardzo przyjemna. Wezwaliśmy więc specjalistę od pieca gazowego, mówiąc mu, że piec działa źle. Specjalista sprawdził temperaturę wody na rurce wylotowej specjalnym termometrem i z satysfakcją zakomunikował:

-Proszę bardzo: 60 stopni na wylocie!

-To dlaczego na piętrze w łazience woda jest letnia dla mojej żony? Zapytałem.

-Nie wiem. Ja zamontowałem piec prawidłowo. O resztę proszę pytać żonę i instalatorów.

Wezwałem instalatorów. Chodzili po domu, kręcili głowami, sprawdzili temperaturę – na piecu 60, w kranie 30. Brakuje 30 stopni. Po namyśle stwierdzili:

-Proszę pana. Dom jest nieocieplony, rurki idą przez pustaki. Tam się gubi te 30 stopni.

- Panie kochany – rzekłem. Przecież mamy lato a dom nie jest z tektury. Nie mogę się zgodzić z pańską diagnozą.

Na ten dzień problem mojej żony pozostał nierozwiązany. Instalatorzy wrócili nazajutrz. Swe kroki skierowali prosto do niewykończonego pomieszczenia, gdzie w przyszłości miał być dodatkowy natrysk na parterze. Odkręcili rurkę, którą połączyli (w miejscu nieistniejącej jeszcze baterii)  wyloty ciepłej i zimnej wody. W jej miejsce wkręcili dwie zaślepki i problem się natychmiast rozwiązał.

- Całą noc o tym myślałem – wyznał mi jeden z nich. I przypomniałem sobie, że w trakcie montażu, z powodu braku zaślepek, kolega wpadł na genialne „prowizoryczne” rozwiązanie z rurką. To miało być na jeden dzień, ale jak pan wie – prowizorki czasem pozostają na długo. Prze tą rurkę następowało mieszanie się wody gorącej z zimną – i dlatego pańska żona była niezadowolona.

Przypomniał mi się wtedy fragment z Apokalipsy św. Jana. Są to słowa które Jezus kieruje do jednej z pierwszych gmin chrześcijańskich w Laodycei :

Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. (Ap3,15-16)

Fragment znany, obecnie również często cytowany w celu skłonienia chrześcijan do większego zaangażowania i gorliwości. Tym razem – poprzez wydarzenie z rurką - dostrzegłem dwa nowe znaczenia tego tekstu biblijnego. Pierwsze – że Bóg zwraca uwagę na nasze czyny, nie słowne deklaracje. „Znam twoje czyny”- i na ich podstawie twierdzę, że jesteś letni. Być może, że pięknie się modlisz, że twoje serce doznaje wzruszeń – ale twoje czyny nie są zgodne z twoimi modlitwami i deklaracjami.

Po drugie – efekt letniości może powstać z ciągłej, nierozpoznanej domieszki zimnej wody. Na piecu wszystko w porządku. Jest modlitwa, udział we Mszy Świętej. Ale potem wpuszczamy  w dużych ilościach zimną wodę przez rurkę. Ta zimna woda to czas spędzany w nadmiarze na marnej rozrywce, czytaniu romansideł, kolorowej prasy z sensacjami dotyczącymi życia towarzyskiego celebrytów. To czas spędzany w nadmiarze w sieci. To niekontrolowane wkręcanie się w media społecznościowe. Surfowanie po różnych portalach i serwisach informacyjnych. Przydatne narzędzie jakim jest Internet, może stać się młotkiem do zabijania szarych komórek (gry komputerowe). Brak kontroli prowadzi do intensywnego nasączania się duchem i klimatem „tego świata”.

Piszę o tym, bo oprócz obserwacji stylu życia innych osób, mam przede wszystkim doświadczenie własne. Poznałem siebie na tyle – wiem, że bardzo łatwo wkręcam się i uzależniam od sensacji i ciekawostek. Parę tygodni temu zadebiutowałem na Facebooku, i po kilku dniach nadawałem się już na oddział terapii uzależnień. Dziękuję Bogu za moją rozsądną żonę, która stąpa mocno po ziemi i parę razy w środku nocy przegoniła mnie od komputera.

Życzę wszystkim żeby sprawdzili swoje piece, powyrzucali rurki. Oby każdego ominął udział w nieprzyjemnej letniości.

 

POZOSTAŁE ARTYKUŁY - MENU na pasku powyżej