O strefie komfortu

      

      Wiele się mówi ostatnio o tzw. „strefie komfortu”. Po wpisaniu do wyszukiwargi Google mozna znaleź wiele przepisów na to jak wyjść ze swojej  SK, aby zacząć się "rozwijać". Określenie "strefa komfortu" - choć  mocno w mojej opinii nadużywane, jednak  samo w sobie ma  ładunek pozytywny. Niczym złym nie jest przecież dążyć do poprawy komfortu swojego życia, cieszyć się brakiem działań wojennych. Spędzić komfortowo urlop w takiej strefie, gdzie nie grożą różnorakie zagrożenia w postaci niespodziewanego  krokodyla czy hałasu, Ostatnio funkcjonuje  pewien sposób używania tego określenia, który zabarwia go negatywnie. „Strefa komfortu” to synonim lenistwa, bierności i bezczynności.  Strefę komfortu powinno się opuścić aby się "rozwijać", a przede wszystkim być użytecznym wobec swojej organizacji, czy wspólnoty. O SK mówi się często tak, aby wzbudzić poczucie winy u słuchającego i zmotywować go do jakiegoś działania a chęć przebywania w strefie komfortu jest postawą naganną.

     Chciałbym zauważyć tutaj, że do wizji życia chrześcijańskiego należy spodziewanie się i zmierzanie do wiecznej strefy komfortu. Mało tego - zrobienie wszsytkiego żeby się w niej znaleźć.

 Ap21,3-4

Oto przybytek Boga z ludźmi : i zamieszka wraz z nimi i będą oni Jego ludem , a On będzie " BOGIEM Z NIMI " . I otrze z ich oczu wszelką łzę , a śmierci już odtąd nie będzie . Ani żałoby , ni krzyku , ni trudu już odtąd nie będzie

Wiadomo, że droga to wiecznego szczęścia prowadzi często przez krzyż i cierpienie. Ale nie mamy pragnąć krzyża, skoro sam Pan go nie pragnął. Częste nawoływanie do „opuszczania strefy komfortu” należy do metod motywacyjnych w różnych środowiskach, korporacjach i wspólnotach. Stosuje się to wtedy, gdy ludzie nie maja wizji, nie czują sensu swojego zaangażowania.

     Przechodzień zapytał smutnego robotnika noszącego cegły : co robisz? – noszę od rana do wieczora te cholerne cegły, bo muszę z czegoś żyć. Zapytał innego: co robisz? odpowiedział bez namysłu: noszę te cegły, bo z tego powstaje piękna świątynia, budowla na chwałę Boga! Ten drugi miał szerszą wizję swojego życia, i sens dźwigania cegieł. Pracował z zapałem. Nikt mu nie musiał tłumaczyć, że ma opuścić „strefę komfortu”.

Hbr 4;1

Lękajmy się przeto , gdy jeszcze trwa obietnica wejścia do Jego odpoczynku , aby ktoś z was nie mniemał , iż jest jej pozbawiony . Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę , jak i tamci , lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne , gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi , którzy je usłyszeli . Wchodzimy istotnie do odpoczynku my , którzy uwierzyliśmy , […]

         Główna obietnica Boża dla chrześcijanina, to możliwość „wejścia do Bożego odpoczynku”. Do Bożej „strefy komfortu”. Ci ludzie, którzy nie wiedzą o tym zaproszeniu lub lekceważą je są nieszczęśnikami.

       Jest pewien sposób życia, dany nam przez Boga, którego każdy powinien pragnąć. Mówi o nim fragment liturgii Mszy Św. Jest to modlitwa, tzw embolizm: „Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, byśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa”. To jest opis Ziemi Obiecanej, strefy komfortu, do której każdy człowiek jest zaproszony. Już tutaj na ziemi. Wolność od grzechu, bezpieczeństwo od zamętu i pełnia nadziei - to strefa komfortu.

Ja tam wybieram strefę komfortu, pokój który „przewyższa wszelki umysł” w zjednoczeniu z Jezusem. 

Jestem również świadomy tego, że aby osiągnąć "to czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało" (kolejny opis Ziemi Obiecanej) muszę biec, muszę nawet "pędzić" jak to zaleca św.Paweł.

No to gdzie tu  komfort skoro trzeba "pędzić" ?  To się chyba kłóci jedno z drugim?  Ano kłóci się dlatego, że  nasze "małe rozumki"  pewnych spraw nie ogarniają.  Spostrzegawczy i utalentowany Franciszek Karpiński wydobył  na wierzch te nonsensy,  paradoksy i oksymorony których pełno jest w Ewangelii:  "ogień krzepnie" , "blask ciemnieje" , "ma ganice Nieskończony".   Ja bym tu dodał:  "Ten odpoczywa, kto pędzi", "Ten sie rozwija, kto odpoczywa".

Ten jest w strefie prawdziwego  Bożego komfortu, kto "jest w ruchu, słyszy wiatru świst w uchu" jak śpiewa Kuba Sienkiewicz.  To jest rozwój.  Ten kto podjął wędrówkę wewnętrzną ku coraz głębszemu poznaniu Pana  i zjednoczeniu z Bogiem, oraz zewnętrzną - w postaci czynów miłosierdzia.